19 lipca, 2011
Bronie się przed Tobą. Chcąc nie chcąc.
Zapowiada się kolejny, cały tydzień poza domem. Mniej lub bardziej na siłę, na najpłytszym, podstawowym poziomie autentycznie. Seans filmowy z przyjaciółmi w języku ze szczętem mi znajomym, wizyta u nieznajomej koleżanki z prezentem urodzinowym. Miało być zaskoczenie.
Było - miłe. Nocne rozmowy o sprawach ważnych, sen, poranna kawa.
Żołądek boli niezmiernie w jemu tylko znajomym rytmie. Podobnie głowa. Powoli kończę odurzać się notorycznie. Są tego plusy. Kondycja nie spieszy się by wrócić choć czasem czuję ogromną satysfakcję z wysiłku fizycznego. Psychicznie, przy braku możliwości głębszych analiz (a właściwie powielania wyciągniętych już wniosków), jakoś daje radę wytrzymać. Obrony więc ciąg dalszy. Gdzieś tam przebijają się z jego strony sygnały ironii, złośliwości podszytych humorem. Tak płytko, że aż głupio. Jakby nic nieznacząca drobnostka - sarkastyczny uśmiech i zapominamy. Może to maska? - Nie wiem. Chciałabym żeby jak najszybciej przestało mnie to jakkolwiek obchodzić. Bo po tym, co się stało i jeszcze trochę się dzieje, nie warto się interesować.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz