27 lipca, 2011


Myślę dziś czy wszystko to na około nie jest jednym wielkim spiskiem? Ludzie patrzą na mnie niby ciepło, lecz skąd mam wiedzieć, że nie złowrogo? Jedyny sposób by to przetrwać i z nimi wygrać to puścić się w mrok. Stać się nieprzewidywalną. Zawsze lekko się uśmiechać, tak by nigdy nie byli pewni czy czasem czegoś nie kombinuję. Dziś pomaga mi w tym muzyka. Mroczna i pełna tajemnic wedle mojego odbioru. Każdy percepcję ma inną, lecz mrok czuje się na kilometr. Pozostawię wewnętrzne ciepło tylko dla garstki ludzi na tej planecie. I nie pozwolę aby wyciekła choć jego jedna kropla w niewłaściwą stronę. Owszem, mogę to wszystko zniszczyć. Dać wyraz niemocy, słabości i ludzkości, która tak bardzo w naszych czasach jest zakazana. Lecz po co?

19 lipca, 2011


Bronie się przed Tobą. Chcąc nie chcąc.

Zapowiada się kolejny, cały tydzień poza domem. Mniej lub bardziej na siłę, na najpłytszym, podstawowym poziomie autentycznie. Seans filmowy z przyjaciółmi w języku ze szczętem mi znajomym, wizyta u nieznajomej koleżanki z prezentem urodzinowym. Miało być zaskoczenie.
Było - miłe. Nocne rozmowy o sprawach ważnych, sen, poranna kawa.

Żołądek boli niezmiernie w jemu tylko znajomym rytmie. Podobnie głowa. Powoli kończę odurzać się notorycznie. Są tego plusy. Kondycja nie spieszy się by wrócić choć czasem czuję ogromną satysfakcję z wysiłku fizycznego. Psychicznie, przy braku możliwości głębszych analiz (a właściwie powielania wyciągniętych już wniosków), jakoś daje radę wytrzymać. Obrony więc ciąg dalszy. Gdzieś tam przebijają się z jego strony sygnały ironii, złośliwości podszytych humorem. Tak płytko, że aż głupio. Jakby nic nieznacząca drobnostka - sarkastyczny uśmiech i zapominamy. Może to maska? - Nie wiem. Chciałabym żeby jak najszybciej przestało mnie to jakkolwiek obchodzić. Bo po tym, co się stało i jeszcze trochę się dzieje, nie warto się interesować.

Moje zdjęcie
Gdańsk, Pomorskie, Poland