30 maja, 2011

,, Miałam przed sobą piękno doskonałe jak geometria i przepuszczalne jak powietrze.

Lubię obgryzać stalówkę od pióra tworząc dla Niego jakieś marne wiersze, słowa zupełnie ze sobą niewspółgrające jak oksymorony. Zazwyczaj siedzę na podłodze, słucham psychodelicznego rocka, sporadycznie spoglądam łagodnie na bezład, który mnie otacza. Oglądam kąt po kącie, liczę kieliszki, puste butelki po winie, opakowania po papierosach... Jest ich tak wiele w moim pokoju, że zgrane w całość za kilkadziesiąt lat mogłyby tworzyć całkiem niezły obiekt kolekcjonerski. Wtedy pojawiasz się Ty. Ty ze swoimi namiętnymi ustami niczym spragnionymi pocałunku. Czuję jak Twoje ciało oddycha już całe. Jesteś teraz tylko mój, a ja mam niecny plan. Chcę czynić wszystko byś poczuł w sobie dzisiaj drżenie nieba. 



22 maja, 2011

Niepokojące mam myśli. Marzenia, pragnienia, potrzeby przybierają surrealistyczne formy. Nie wiem, czy kiedykolwiek komuś zdradzę ten szyfr. Czy ktoś zrozumie. Nie wyśmieje, nie wyrzuci. Do tej pory mówiłam mało i periodycznie. Zazwyczaj kończyło się podobnie - zdumieniem, niezrozumieniem, odepchnięciem, zapomnieniem. Choć jest ktoś, kto dużo wie. Nie boi się, nie dziwi, nie wyrzuca. Lecz nie chcę, by rozumiał więcej. On też nie chce, nie powinien. Szanujemy się wzajemnie. Nie będzie więcej, ale pozostało bardzo wiele. Mamy dobry kontakt. Nie zapomnę. Tymczasem może zacznę tworzyć. Cokolwiek - zdjęcia, wiersze. Nawet marne. Będzie monolog? Trudno. Nic nie mówiąc stracę siebie, zapomnę się, umrę za życia. Nie dam nikomu szans, by wszedł do mojego świata. Choć niekiedy mam zakusy, by zrobić sobie takie kuku. Albo takie dobrze. Stabilnie, bez porozumień, gwałtowności, rozszerzonych źrenic, uśmiechów do mnie.  



Moje zdjęcie
Gdańsk, Pomorskie, Poland