08 października, 2011

2x0,25 mg A.
Poszło.

Cały czas, gdy wstaję rano, boli mnie głowa. Budzę się ze wszystkimi emocjami, odczuciami, o których staram się zapomnieć. Jestem silną fizycznie kobietą - mimo to wstanie z łóżka staje się nadludzkim wysiłkiem. Pewnie to kiedyś minie, ale też w jakimś sensie na zawsze zostanę inwalidą.
Chyba będąc świadomą powoli próbuje zepchnąć ból, przykrość i żal w podświadomość. Standardowo więc najpierw głowa, potem żołądek, a na końcu walka z wykrzesaniem sił, by odgarnąć przykrycie i iść do łazienki. Do tej pory spałam pod niepowleczoną kołdrą. Z obojętności, z braku chęci na zajmowanie się tak prozaicznymi czynnościami. Odgarnięcie kołdry przychodzi z trudem. Jest ze śliskiego,
błyszczącego materiału. Na wierzchu robi się przez noc zimna, odpychająca. Podobnie jak otaczające powietrze. Zostać, zasnąć, może się nie obudzić. Tak miło.

Chciałabym mieć dom z bali. Na działce gdzieś pod Warszawą. Taki, który budują górale. Stoi sto lat. Ogrzewanie byłoby kominkowe. Codziennie podkładałabym szczapy drewna. Grube, by dłużej trzymało ciepło. Wpatrywałabym się w ogień, potem w dogasające węgle. Taki codzienny rytuał. Musiałaby być też biblioteka. Nie czytam wszystkich książek, które mam. Ale lubię się nimi otaczać. W kuchni wisiałyby pęczki czosnku, cebuli, których nienawidzę. Wszystko w drewnie, w ciepłych, pastelowych kolorach. I ten zapach. Nie wiem jeszcze, czy dzieliłabym dom z psem labradorem lub owczarkiem niemieckim (bo te lubię najbardziej), z mężczyzną, mężem czy rodziną. Nie myślę o tym. Myślę o cieple, bezpieczeństwie, ciszy. O radości z drobnostek. O codziennych banalnych zajęciach - ceremoniach. O parzeniu kawy, o obiedzie. O zabawie z psem w ogrodzie. O ognisku. O patrzeniu w gwiazdy. O czytaniu, kiedy na zewnątrz siąpi deszcz. O wygrzewaniu się przed kominkiem. O słuchaniu Preisnera, Led Zeppelina czy The Doors.
Mam też wizję mieszkania artystycznie socjalistycznego, w Warszawie. Kawalerki nawet - byleby był duży salon. Niepomalowane ściany, o nierównej fakturze - zarzucane cementem. Kafle na podłodze. Minimalizm. Na środku duży, pompowany fotel w jaskrawym kolorze. Naprzeciwko wzmacniacz, odtwarzacz CD, biała mata do projekcji filmów. W rogach kolumny głośnikowe. I koniecznie zdjęcia na ścianach, czarno-białe. Jakieś motywy socjalistyczne, streety. Dźwięk w takim salonie rozchodziłby się inaczej. Nie byłoby żadnego wytłumienia. Wówczas muzyka jest żywa, z echem. Nieco zniekształcona, ponieważ fale dźwiękowe odbijają się, nakładają, docierają do uszu z opóźnieniem. Książki leżałyby na podłodze, poukładane w stosy. Do spania - metalowe, duże łóżko, ze stelażem zrobionym przez kowala-artystę. Koniecznie nieskazitelnie biała pościel.


Różnią się te moje wizje. Ciepło-zimno. Może też taka jestem. Choć chyba jednak niezmiennie ciepła. Tylko czasem uciekam. Albo chciałabym uciec.

1 komentarz:

  1. Każdy potrzebuje chyba obu takich miejsc. Nie zawsze jest nam ciepło- i odwrotnie. Czasami marzę żeby utopić się w poduszkach i kocach na jednym z maminych, ogromnych foteli. Czasami idę na miasto, tylko po to żeby usiąść na parkowej ławce, gdzie wieje niemiłosiernie, a ja znowu nie wzięłam czapki, gdzie naderwane gwoździe wbijają mi się w uda. Czeka Ciebie więc chyba zarówno mieszkanie, jak i dom z bali. I tego Ci właśnie życzę :).

    OdpowiedzUsuń

Moje zdjęcie
Gdańsk, Pomorskie, Poland